niedziela, 14 sierpnia 2011

Roma core de 'sta citta

Roma Roma Roma
lassace canta,
da 'sta voce nasce n'coro
so' centomila voci
chai fatto 'nammora

Drugi dzień podróży carpoolingiem odbyliśmy w towarzystwie dwóch gadatliwych towarzyszy: Niemca i Kanadyjczyka. Oboje z pochodzenia Polacy więc porozumiewaliśmy się "po naszemu". Matti i Kuba okazali się zupełnie innymi charakterami, którzy w dziwny sposób się świetnie dogadywali. Mieszkali na stałe we Freiburgu gdzie pierwszy pracował jako pilot Luft Hansy a drugi studiował handel międzynarodowy na wymianie z jego rodzinnego Toronto. O ile obywatel RFN swoimi opowieściami wychwalał raczej piękno latania i opisywał co się działo na obozach kiedy robił licencję (np. lądowanie na torze wyścigowym PODCZAS wyścigu) o tyle w opowieściach współobywatela Scotta Pilgrima królowało słowo HEMP. Kuba był żywym dowodem na to, że Amerykańskie komedie są oparte na faktach. Nawet te najgłupsze. Przejechaliśmy razem ponad 600 km. więc myślę, że warto kilka z nich przytoczyć. Pojechali kiedyś, któregoś dnia do Hiszpanii. On i jego kumpel Marc. Jak to zwykle bywa w Hiszpanii, nasi koledzy zza oceanu się upili i zdecydowali się pójść na gonitwę za bykiem w Pamplonie. Z alkoholem w głowie ciężko się biega więc Marc został stratowany przez pana krówkę i wylądował z połamanymi nogami na wózku inwalidzkim. W takim stanie wrócił do Niemiec gdzie nie chcieli przestać imprezować i po którejś bibce wracając do domu niszczyli światła w stojących samochodach. Oczywiście zgłoszono ich ekscesy na policję. Kiedy już wrócili do akademika do drzwi zadzwonili Polizei z alkomatem. Żeby uniknąć płacenia mandatu (700E) udawali, że nie znają niemieckiego. Numer nie wypalił bo gliniarze znali angielski. Zaczęli więc udawać że nie rozumieją też angielskiego rozmawiając między sobą po angielsku: "Do you speak english" "They ask us if we speak english" "Hell no dude!". Jak łatwo się domyślić sprawa wyszła szybko na jaw i kazali im dmuchać w balonik. Odmówili i po wielu kłótniach policjanci odpuścili. Zapomnieli jednak zabrać swojej maszynki. Wrócili po nią po godzinie. Tym razem nasi dzielni Kanadyjczycy postanowili udawać gejów: jeden leżał nago w łóżku i krzyczał do drugiego "baby come to bed!". Gliniarze szybko się stamtąd zmyli.
Słuchając takich historii (w innych opowiadał jak to musieli na szybko chować krzaczki z trawą bo policja zrobiła wjazd na chatę, albo jak po pijaku zaprosił żula do siebie do domu) dotarliśmy do Rzymu. Stolica Imperium Romanum przywitała nas upałem i prażącym słońcem. Nie dane nam było jednak długo tam zabawić gdyż szybko udaliśmy się na dworzec, który miał nas zawieźć do celu naszej podróży: regionu Abruzzo.
Dworzec Roma Termini jest gigantyczny, całkowicie zdezorganizowany i przerażający. Nasz pociąg wdg. rozkładu miał odjechać o 11:15, wdg. informacji o 14, wdg. tablicy odjazdów o 11:54 a odjechał 10 po 12. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Niemniej podróż polskim, jeśli chodzi o standard, pociągiem upłynęła nam w miłej atmosferze i po 2 godzinach znaleźliśmy się w sercu Włoskiej prowincji gdzie wujek Aiwatko ma hotel. Niniejsza notka pisana jest więc z apartamentu na ostatnim piętrze (pisałbym z jacuzzi ale to by już doszczętnie zabiło mój komputer). Podziwiajcie więc widoki jakie rozciągają się z naszego okna:




Zobaczcie jakie mają inne plakaty niż u nas. Black Swan bardzo fajny.


To miasteczko Pescaserolli- mała górska mieścina niedaleko nas. Trzeba było tam jechać wąską krętą dróżką. Nagle przypomniałem sobie wszystko co wiedziałem o jeździe w górach.

Pomnik ofiar drugiej wojny światowej. Flaga nie chciała się jak na złość rozwinąć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz